Idzie wiosna...
Kompletnie zapomniałam o tym miejscu... Hahaha, zupełnie przez przypadek zaczęłam przypominać sobie adresy, które kiedyś namiętnie odwiedzałam i tak od jednego do drugiego- ja mam bloga!!!
Ciekawa jestem cholernie, czy ktoś jeszcze tu zagląda :-) Wiele się u mnie pozmieniało, może zacznę znowu coś pisać, bo czasu wolnego mam aż za dużo. Może nawet zrobię sobie nowy lay :-P
Jedno jest pewne, idzie wiosna - nosi mnie...
Wydarzyło się... 2010-02-18
skomentuj Zainteresowanych...(1)
W oczekiwaniu na urlop...
Cóż, jeszcze tylko pozostało mi przeżyć jutrzejszy piątek i mam dwa tygodnie wolnego od pracy, zamieszania, nerwów, stresu, wczesnego wstawania, zakładania strojów do biura, gładkiego czesania, podawania kawy i herbaty Szefowi, poczty, maili, faksów, kserokopiarek, drukarek, rezerwacji i tego co wiąże się z mało ciekawą pracą asystenki/sekretarki... I mogłabym tak wyliczać prawie bez końca. Wreszcie będę mogła choć trochę pobyć sobą, nie ukrywać się za garniturami, okularami itp. Założe ukochane spodnie, trochę wytarte i zniszczone, kolorową koszulkę, trampki, być może wybiorę się gdzieś na basen, może nad wodę, może w góry, a może wsiądę na rower i pojadę tam, gdzie moja zniszczona i zapomniana kondycja pozwoli mi dojechać. Heh, malutkie i proste marzenia, ale już na nie czekam zniecierpliwiona. Poza tym przez większą część urlopu będę odziana w zielone ogrodniczki, poplamione i pobrudzone, ale za to noszące na sobie całą historię remontu naszego wymarzonego domku. Zaopatrzę się w pacę, kleje i płytki i rozbebeszę łazienkę :-) I tak będę się pewnie relaksować przez te dwa tygodnie. Nigdzie nie wyjeżdżamy, choć "zmęczenie materiału", czyli mnie, jest już tak wielkie, że zaczęłam planować wyjazd nie planując wydatków. Nic z tego nie wyszło, bo po raz kolejny remont wziął górę nad wszystkim, ale cóż, jeszcze chyba jestem w stanie się poświęcić. Kocham mój ogród, moje rośliny i chwaściki, zrobił się ze mnie taki mały domator, choć imprez, towarzystwa i zamieszania mi brakuje. Mam nadzieję, że uda mi się pisać do Was w czasie urlopu, może nawet jakieś fotki wrzucę :-) Chyba, że już dawno zaczęłam pisać w próżnię :-) Heh, dorosłe życie jest cholernie płytkie i brakuje czasu na nawet najprostsze i najmniejsze przyjemności, że nie wspomnę o pisaniu.
Pozdrawiam czytelników (ew. siebie, bo napewno wiem, że to przeczytam).
Wydarzyło się... 2008-07-17
skomentuj Zainteresowanych...(3)
Kolejne nowości.
Hej, cóż, mam teraz jeszcze mniej czasu niż miałam, bo praca, remont, przygotowania do ślubu, uczelnia itd... Ale nie narzekam, wiem, że żyję :-) To zadziwiające, że człowiek potrafi wygospodarować aż tyle siły i czasu, by osiągnąć wymarzony cel. Szczerze mówiąc, nigdy się o coś takiego nie podejrzewałam, a tu takie zaskoczenie. Motywacja to bardzo dużo.
Czekam już na urlop, jeszcze tylko tydzień i znikam z pracy, może gdzieś wyjadę, może nie, jeszcze nie wiem, ale czy to ważne?
Życzę Wam wszystkim miłych i słonecznych wakacji, bo pewnie nieprędko tu znowu zaglądnę :-) Choć kto wie? :-)
Wydarzyło się... 2008-07-11
skomentuj Zainteresowanych...(0)
Wracam na stare śmieci...
Witam ponownie Szanownych Czytelników. U mnie jakoś tak wszystko toczy się powoli. Przygotowania ślubne jakoś tak wleką się nie popierane specjalnie wielkim zapałem. Wszyscy przeszli z tym do porządku dziennego, wiadomość się rozeszła, ale nie ma specjalnego nacisku, terminu nie ustaliliśmy, wiemy, że to będzie w przyszłym roku. Jestem szczęśliwa, co tu dużo mówić. Remont posuwa się do przody, ślub będzie, mieszkanko będzie, ogród rozkwita, w pracy leci, jest ok.
Wprawdzie pieniądze przeciekają przez palce w tempie ekspresowym, ale cóż, jest inwestycja i wiadomo było od początku, że tak będzie. Jestem z tym w pełni pogodzona i szczęśliwa, bo mimo "biedy" widać efekty w remoncie.
Póki co zmykam do pracy i serdecznie Was wszystkich pozdrawiam.
Wydarzyło się... 2008-05-19
skomentuj Zainteresowanych...(0)
Hehe :-)

Witam :-) Po dłuższej przerwie :-) Cóż, w pracy młyn, wiadomo jak się jest na okresie próbnym :-) Mam nadzieję, że zostanę w tej firmie, choć kilka rzeczy mi się w niej nie podoba, ale przymykam oko. Cóż, w związku ze zmianą, jaka zaszła w moim życiu pokładam nadzieję w tym, że wszystko zacznie się układać już bardzo poprawnie i zgodnie z moimi oczekiwaniami. Mam też nadzieję, iż ten blog nie przerodzi się w kolejnego weselnego bloga, bo planujemy naszą wielką uroczystość na przyszły rok, a jak wiadomo, przygotowania czas zacząć... Heh, zboczyłam z tematu, a to dziś przecież Walentynki... Nie odczułam niestety, ale chyba tak właśnie powinno być, każdy dzień powinien być właśnie taki wyjątkowy i tak celebrowany :-) A to właśnie czuję codziennie i z każdą chwilą, gdy patrzę na mój pierścionek... Kto by pomyślał, Biedrona, taka zwolenniczka wolności i szaleństwa... Cóż, ludzie się starzeją i prędziej czy później każdy odczuje taką potrzebę stabilizacji. Przyszła i na mnie pora, co sprawiło, że pewne rzeczy już stały się niewykonalne, ale za to jest trochę i innych możliwości. Pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze to czytają i do następnej notki :-) P.S. Czytacie? Hehe, coraz częściej się zastanawiam, czy ktoś tu poza mną przetrwał :-)
Wydarzyło się... 2008-02-14
skomentuj Zainteresowanych...(4)
Stało się...

...ale jakoś wypadło mi z głowy, by Was poinformować. Noszę pierścionek na palcu już od połowy stycznia, jestem szczęśliwa i może to tylko chwilowe, ale mam wrażenie, że coś się między nami zmieniło, na lepsze. Tak, jakbyśmy stali się sobie bliźsi, choć to tylko przez kawałek szlachetnego metalu z brylancikiem... Trudno w to uwierzyć. Nie chcę zapeszać, ale ślub być może w przyszłym roku. Przeraża mnie ogorm pracy i spraw do załatwienia z tym związanych. Ma ktoś jakąś przydatną ściągę, co i kiedy najlepiej zrobić?
Wydarzyło się... 2008-01-31
skomentuj Zainteresowanych...(1)
Zmiany, zmiany, zmiany...

...nastają w moim życiu... Ogłąszam wszem i wobec, iż od 30.11.2007 przestaję być pracownikiem w swojej beznadziejnej firmie, a od 3 grudnia zmieniam pracę, status społeczny, podejście do świata i siebie i przede wszystkim wymieniam swoje doły na lepszy humor. Zaczynam nową pracę, na bardziej wymagającym stanowisku, w rewelacyjnie rozwijającej się firmie i jeśli do tego dodam jeszcze, że w tym samym miejscu pracuje i Myszaty, to chyba nie musze pisać jak jestem z tego powodu szczęśliwa :-) Dla przeciwników wspólnego miejsca pracy z partnerem dodaję od razu, nie będziemy pracować tym samym dziale, a mimo to od czasu do czasu, w przelocie będziemy mogli skraść sobie buziaka i wracać znów do siebie... Wspólne dojazdu i powrotu... Cóż, nic na to nie poradzę, że jestem od niego tak uzależniona... I jeszcze jedno, czuję, że zbliża się chyba najważniejsza zmiana w moim życiu. Choć, czy posiadanie pierścionka to jakaś zmiana po prawie 11 latach znajomości? :-)

Wydarzyło się... 2007-11-19
skomentuj Zainteresowanych...(2)
Mam partnera tylko z nazwy...

...tak, tak, to niestety prawda... Od jakiegoś już czasu Myszaty pracuje w nowej firmie, gdzie dostał umowę na stałe, lepsze zarobki i... Wszystko byłoby ok, tyle, że to dość duża firma, ciągle się rozwijająca (mimo swojej silnej pozycji na rynku), a tym samym godziny pracy są niestety nieograniczone. Więc mój-nasz dzień wygląda mniej więcej tak: nad ranem dzwoni mój budzik, więc szybko biegnę do łazienki, toaleta, makijaż, szybko wrzucam na siebie co popadnie i do pokoju, obudzić Myszatego... Ubieramy się, ja do busa, on po bułki na śniadanie, ledwie kilka zamienionych pośpiesznie słów, cmok na pożegnanie i już jestem w drodze do swojego kołchozu... On do pracy na 9 i teoretycznie do 17... Cóż, od dłuższego czasu widujemy się koło 21, wtedy jest krótki czas na rozmowy o naszym remontowanym domu, na podjęcie sensownych decyzji, czasem na seks... Codzienność. A ja zaczynam czuć, że te kilka chwil spędzonych razem to dla mnie zdecydowanie za mało. Na razie staram sobie to jakoś wytłumaczyć, że lepsza kasa, remont będzie szedł sprawniej do przodu, nasze wspólne gniazdko będzie wcześniej gotowe... Tylko co ja zrobię, gdy już tam zamieszkamy? Ile będę mogła dłubać w ogrodzie i siedzieć przy komputerze ucząc się czegoś nowego z grafiki? Dlaczego, tak jak teraz, będę musiała szukać alternatywy dla siebie, by zastąpić sobie brak faceta przy boku? Na ile wystarczy mi sił? Żaden ze mnie samotnik, potrzebuję kogoś do życia, stadne zwierzę jestem... A tu tyle wyrzeczeń... Czy naprawdę chcę takiego życia? Bo jak znam Myszatego, to w weekendy będzie urywał się gdzieś na rower, a ja w tej złotej klatce? Jestem w kropce... Ten dom, to spełnienie moich marzeń, ale nie takim kosztem...

Wydarzyło się... 2007-10-18
skomentuj Zainteresowanych...(4)
Jesień...

...wiem, wiem, dobijający tytuł na notkę... Cóż, zaczęło się, w szkołach nauka, na uczelniach sesja...grrr Ja dalej w klimacie niechciejstwa (co do uczelni oczywiście). Za to w życiu prywatnym szczęśliwa jak nigdy dotąd :-) Może lepiej nie zapeszać, ale co tam :-) Z Myszatym tworzymy naprawdę zajebiście harmonijny związek i bardzo się cieszę, że go mam. Wspólnymi siłami remontujemy to nasze gniazdko, by może w przyszłym roku... A tu malutka tajemnica, żeby naprawdę nie zapeszyć :-) Teraz etap kominka, trzeba go wykończyć, by ciepełko już całkiem rozchodziło się po domu i by można było kończyć ściany w pokojach i zabrać się do rozbebeszania łazienki, w której trzeba zrobić generalną demolkę i generalny remont :-)
To z tych fajnych rzeczy, bo szczerze przyznam, gdy zerknę za okno zaczyna mnie dopadać chyba jakaś jesienna nostalgia, żeby nie powiedzieć dołek... Słońca jak na lekarstwo, śniegu jeszcze nie ma, żeby można było rekompensować sobie jakoś brak lata...hmmm Deska wisi na ścianie, zaraz na rower zrobi się za zimno... Jedyne co zostaje, to odkrywać swoją cielesność pod ciepłą kołderką, z butelką Tokaja na podłodze i może kilkoma świecami dla dodania atmosfery, choć to ostatnie bywa czasem niebezpieczne :-)
Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że wkrótce dopadnie mnie jakaś fajna refleksja o życiu, którą będę mogła tu umieścić, bo ja na razie jestem chyba zbyt szczęśliwa, żeby myśleć poważnie.

Wydarzyło się... 2007-09-05
skomentuj Zainteresowanych...(0)
Uwierzycie?

...jeszcze mam sesję... Właściwie dopiero zaczęłam. Tyle chciałabym tu napisać, a tak szybko to wszystko ucieka z głowy. Może gdy już ten kocioł się skończy. Przecież obiecałam sobie, że nie zostawię tego miejsca, dużo mu zawdzięczam tak naprawdę.
A w telegraficznym skrócie:
1. Zero ochoty na seks...
2. Zero ochoty na egzaminy...
3. Wieeelka ochota na wyjazd...
4. Fucha mi nie idzie, brak weny, chęci, jak chcecie to nazwać...
5. Muszę koniecznie zmienić pracę...

Fajnie? Nienawidzę mieć "niechciejstwa"...

Wydarzyło się... 2007-07-13
skomentuj Zainteresowanych...(2)